Musielibyście widzieć minę szefa, gdy rozdzwoniły się telefony! Dzień dobry, moje buty są niezgodne z rozmiarówką podaną na waszej stronie, dzień dobry, proszę zwrócić mi wpłacony hajs, kupię sobie te buty w innym skateshopie, dzień dobry, co wy sobie jaja robicie? Jak to pomylone rozmiarów?? Wszystkie ataki klientów odbijała osoba pracująca na telefonie. Miała przewalone najbardziej z nas. A wszystko to przez mój błąd. Nawet na opineo pojawiały się raz po raz opinie, że w skateshopie robi się jaja z klientów. Byłem pewny, że mnie zwolnią. Pierwszy dzień, taka porażka, nie dopilnowałem, powinienem był sumiennie przejrzeć wszystkie kartony. Poszedłem na łatwiznę. Chodziłem i czekałem na zawołanie od szefa. Nadeszło. Słuchaj młody. Chesz tu pracować? Chcę, odpowiedziałem. Na czym polegał Twój błąd? Chciałem za szybko wykonać swoje zadanie. Spuszczona głowa nie pozwalała mi podnieść wzroku. Nie. Chciałeś się wykazać. Ufam, że to była Twoja nauczka i więcej nie popełnisz takiego błędu . Nie popełnię. I cieszyłem się jak dziecko z drugiej szansy pokazania siebie.
Niestety, buty New Balance okazały się szczytem nie do zdobycia
O ile praca z nerkami była łatwa, miła i przyjemna, o tyle kolejne zadanie zupełnie mnie przerosło. Myślałem, że stanę na głowie gdy zobaczyłem dwie palety kartonów podpisanych „New Balance buty”. Coś straszliwego. Nie wiem jakim cudem udało się zmieścić tyle kartonów w dwóch miejscach, ale jak usłyszałem na czy będzie polegało moje zadanie zdębiałem. Okazało się, że mam zrobić dokładnie to samo co z nerkami, jednak oprócz tego wszystko miało być poukładane w zgodzie z rozmiarami obuwia, a przy tym to do mnie należało mierzyć każdą poszczególną wkładkę. Syzyfowe prace. Zabrałem się do roboty i szybko mnie coś podkusiło. Pomyślałem sobie: skoro to wszystko są New Balance buty, muszą mieć przecież takie rozmiary. Mogło się tak wydawać. Uporałem się z zadaniem niezmiernie szybko, wszystkich to zaskoczyło i dostałem pochwałę większą niż za pierwszym razem. Niestety błąd wyszedł szybko.. Okazało się, że buty mają różną długość wkładek, a różnice są dość częste i spore w zależności od modelu. Pierwszy ochrzan czekał na mnie już jutro…
Moje pierwsze zadanie: SSG nerka
Nie uwierzcie! Dostałem tę pracę! Po pierwszej uciesze przyszła szara rzeczywistość. Po zapoznaniu się z obsługa sklepu (obiekt był całkiem duży i był bardziej skateshopem niż sklepikiem markowym) poznałem swoje stanowisko. Brzmiało ono: człowiek od wszystkiego. Moim pierwszym zadaniem było przyjęcie dostawy, oczywiście pod okiem starszego kolegi. Zobaczyłem wielki karton podpisany „SSG nerka” Moim zadaniem było przeliczyć produkty, które dotarły, pogrupować je, ponieważ było kilka różnych modeli, a następnie dodać te ilości do systemu komputerowego naszej firmy. Pierwsza SSG nerka jaka wpadła mi w dłonie była czarno-czerwona, druga czerwono-czarna, trzecia też bardzo podobna. Miałem ogromny problem z rozróżnieniem kolorów, a tym samym z wykonaniem prawidłowo zadania. Nie przyznałem się jednak do tego, zwracałem uwagę na elementy, odszycia i odcienie. W końcu udało mi się poukładać nereczki w sposób pożądany. Niestety jak się okazało i tak popełniłem kilka błędów. Nie były aż tak duże i liczne, więc miałem nadzieję na uniknięcie konsekwencji – w końcu robiłem to pierwszy raz i miałem rację, zostałem nawet pochwalony za dobre i w miarę sprawne wykonanie zadania.
Zatrudnił mnie sklep Prosto
Już powoli traciłem nadzieję na jakąkolwiek wakacyjną fuszkę. Myślałem o wyjeździe za granicę, ale nie znalazłem odpowiednio wcześniej niczego sensownego. Potem pochodziłem po różnych z knajpach z CV, ale okazało się, że wszędzie oczekiwali doświadczenia w pracy za barem, znajomości tworzenia drinków, albo przynajmniej podstaw tego fachu. Nie miałem ani tego ani tego. Głupio mi było na każdym kroku wyciągać kieszonkowe od rodziców, a totalnie nie miałem skąd wyciągnąć kaski.
W sobotni ranek, wraz z bratem wybrałem się na bezsensowną włóczęgę po sklepach, choć zupełnie nie miałem na to ochoty. Na tablicy informacyjnej zauważyłem ogłoszenie: Prosto sklep przyjmie pracownika. Zacząłem kojarzyć: czyżby to był prosto sklep, ten z marką Sokoła? Zdziwiłem się. Postanowiłem, że zadzwonię pod wskazany nr telefonu. Słuchawkę odebrał młody mężczyzna i od razu przedstawił mi opis stanowiska pracy. Nie chciałem kokosów, więc nie zawiodłem się finansową propozycją. Zachęciły mnie bardziej pracownicze zniżki i oferta pracy w młodym zespole. Ponadto moje stanowisko pozwalało mi złapać podstawy e-marketingu. Jak na wakacyjną pracę, całkiem nieźle, co? Najbardziej cieszę się z tego, że choć trochę przestanę się nudzić. Umówiłem się na rozmowę kwalifikacyjną na piątek, godzina 9:30. Ciekawe jak mi pójdzie. Trzymajcie kciuki!
